Wyprawa ZZ i wędrowniczek na Jurę

JURA KRAKOWSKO- CZĘSTOCHOWSKA
Wyprawa na skałki i jaskinie 18-19.05.2019

Pewnego sobotniego ranka, grupa wodzisławskich wędrowników i ZZ, oraz wędrowniczek, postanowiła wybrać się na wspólny wypad na skałki i jaskinie…

Część grupy miała swoiste de javu, gdyż kilka lat wcześniej, odbył się już bardzo podobny wyjazd. Jako że tamten należał do bardzo udanych, o niesamowitej atmosferze, wielu wspomnieniach i pamiątkach które zebraliśmy ze sobą( m.in. moje profilowe na skale), miło było tak, wręcz namacalnie, wrócić do tamtych chwil, choć już w trochę innym składzie osobowym…

Lecz główny organizator i wódz, czyli dh Tom postanowił urozmaicić nam naszą wyprawę, nowymi elementami. I tak po wyładowaniu z auta rozpoczął się swoisty pokaz mody, każdy ubierał swoje „jaskoniowo-arbajowo ciuchy”, więc wyglądało to swojako. Ruszyliśmy do pierwszej nieznanej jaskini. Co prawda jaskinia okazała się dość prosta, ale było kilka miejsc ciekawszych. Po przejściu pierwszej, ruszyliśmy do kolejnej, znanej już co niektórym jaskini. Po krótkiej rozgrzewce, tzn. po przejściu łatwej, krótkiej jaskini, ruszyliśmy do jaskini towarnej. Tam zaraz w środku jaskini, już tradycyjnie postanowiliśmy, wdrapać się na skalną półkę, by zrobić sobie jaskiniowe zdjęcie. Jak wszyscy wdrapali się do góry raczej bez problemu, ze schodzeniem u niektórych było ciekawie, szczególnie ciekawe było motywowanie tych osób, żeby jednak zeszły. Ale udało się wszystkim. Kolejne przejścia w tej jaskini, były już tylko ciekawsze. Szczególnie te momenty, gdy trzeba było się czołgać, a ktoś opowiadał historię o pająkach jaskiniowych. (Ciekawe kto to opowiadał? ) Po jaskini, założyliśmy 2 stanowiska wspinaczkowe, na które już zaczęli wchodzić pierwsi śmialkowie. Tak się złożyło, że asekurowałem po raz pierwszy, więc trochę się stresowałem, w szczególności, kiedy miałem spuszczać, a jedyną wskazówkę jaką miąłem to „spuszczaj, ale z życiem, jedziesz..”. Były dwie trasy, trudniejsza i trochę łatwiejsza, każdemu udało się przejść którąś z nich. Wspinanie się na skałki jest w ogóle super, te momenty, kiedy noga zaczyna ci trząść, momentami wysilasz się by podnieść się o te kilka centymetrów w górę, czy słyszysz z dołu „z oddali” głosy innych. Naprawdę fajne uczucie. Ten wysiłek i chłód powietrza wysokości.. Po skałkach czekała nas kolejna atrakcja, osławiona już droga do celu na podstawie wycinku mapy. Tym razem w dwójkach lub w pojedynkę, wysiadaliśmy z aut w odpowiednich miejscach, mając ze sobą kopertę ze wskazówkami. Ostatnie chwile jakie nam zostały przed startem, słuchałem jak opisując miejsce w którym się znajdujemy, jako punkt orientacyjny, został podany baner wyborczy;) I tak wyruszyliśmy, nie do końca szliśmy trasą jaką byśmy chcieli, gdyż z ok. 3,6km przeszliśmy ponad 8km, ale była to bardzo ciekawa wędrówka, i nie byliśmy ostatni, ani nie otwarliśmy awaryjnej koperty z mapą, więc chyba mogło by być zawsze gorzej. Gdy dh Tom z Olafem i Alą, szukali zagubionej dwójki dziewczyn, zwiedziliśmy skały i wielką skalną „wioskę krasnoludków”. Następnie już wszyscy przeszliśmy przez bramę Twardowskiego, zgodnie z legendą nakładając na siebie pewną klątwę…
Wieczorem podjechaliśmy pod zamek w Mirowie, gdzie dość mocno napakowani bagażem, ruszyliśmy do naszej jaskini. Przygotowaliśmy sobie posłania, wędrownicy ogarnęli stos ogniskowy, zaś wędrowniczki przygotowały dla nas pożywną pulpę (choć oczywiście ktoś postanowił zepsuć jej smak, dodając sosu(sic!) Zasiedliśmy wokół ogniska, gdzie śpiewając piosenki, grając w gry i pląsy, we wspólnym gronie słuchaliśmy mrocznych legend o zamkach, rycerzach, damach czy duchach… tajemniczą aurę potęgowała pełnia księżyca… Następnie ruszyliśmy na nocny spacer skałami, by zobaczyć Białą Damę w Bobolicach… Jednak niestety trochę w trakcie zmieniły się plany, więc wróciliśmy do ognia. Lecz mieliśmy okazję zobaczyć z kimś, na szczycie skał nad przepaścią, piękny widok, oświetlany mocnym światłem księżyca. Piękny widok..

Jako że w nocy, na wyjazdach się nie śpi, i tym razem czekała na nas kolejna niespodzianka:  najambitniejsza jaskinia, schodząca spiralą w dół. Momentami schodząc w dół była straszna, choć najtrudniejsze momenty okazały się z powrotem „pod górę”. Choć, nie dla wszystkich bo niektórzy poczuli się w swoim żywiole (Aga). Szczególnie trudny był moment, gdy przez wąski otwór, bez podparcia nóg należało się przecisnąć. Podciągnąć się na rekach, nie brzmi za trudno, jednak gorzej, jak twoje ramiona nie chcą się przecisnąć przez otwór. Nie tylko dla mnie był ten moment najtrudniejszy, ale udało się ze wzajemną pomocą wszystkim. Około 3 w nocy gdy wędrowniczki poszły już spać, nas czekała akcja, na którą czekaliśmy cały wyjazd. Choć spodziewaliśmy się, że o 3 już będzie definitywnie po niej, a nie że o 3 dopiero się zacznie. Ja, Olaf i dh Mariusz ruszyliśmy na wędrówkę, by przenosząc żar na hubie, dotrzeć z powrotem do ogniska, gdzie był dla nas ważny obrzęd. Najpierw Olaf, byłem jego świadkiem, później była moja kolej ze świadkiem Olafem, zacząłem wypowiadać słowa: „Wodzu z Łaską Bożą i twoją życzliwością…. Tak, wodzu…Tak, chcę…. Tak, zdecydowałem….”
Słowa wypowiadały się same. Ostatni był dh Mariusz ze świadkiem Oliwierem. Na koniec naszej wędrówki, otrzymaliśmy już w porannej aurze- symbole watry- Naramiennik Wędrowniczy. Dla Oliwiera ten dzień też był szczególny, gdyż otrzymał „L-kę” symbol przynależności do ZZ. Rankiem po tej, godzinie snu która nam została, wyruszyliśmy do zamku w Bobolicach, gdzie na słynnej skale zrobiliśmy sobie sesję zdjęciową (kto by przegapił taką okazję). Następnie zmęczeni dotarliśmy już autem, do Leśniowa, gdzie uczestniczyliśmy w Mszy św. Nawet drogę powrotną wykorzystaliśmy efektywnie, jako kadra, gdyż omawialiśmy organizację festynu charytatywnego, Jak to ktoś trafnie określił, harcerzem jest się 24h na dobę;)
Zmęczeni, obolali, niewyspani, lecz myślę że bardzo zadowoleni z wyprawy wróciliśmy do Wodzisławia, pełni wielu wspomnień, wrażeń, zdjęć, wspólnie przeżytych chwil.
Trochę się rozpisałem, lecz kto był ten chyba zrozumie (lub nie i powie że jestem gadułą, no trudno)

Tymek, harcerz