Wyprawa na Litwę i Łotwę

Wyjazd współorganizowany przez stowarzyszenie Odra-Niemen, odbył się w pierwszych dniach listopada. Szczerze mówiąc perspektywa spędzenia czterech dni szkolnych na Kresach, budziła moje kontrowersje, ale ostatecznie doszliśmy wspólnie z resztą ZZ’tu do wniosku że trzeba odwiedzić to nasze stare Wilno i przywitać się czule z Najświętszą Panią Ostrobramską, której tak dawno nie widzieliśmy. Wyjechaliśmy 2 listopada w piątek rano. Niestety na Litwie, a konkretnie w Solecznikach, byliśmy dopiero późnym wieczorem i wszelkie przygotowania trzeba było przerzucić na kolejne dni. Cała nasza misja polegała na pielęgnacji grobów żołnierzy na Kresach, czyli zmienianiu zniczy, czy wstęg biało-czerwonych na grobach. Pierwszego dnia służby, czyli tak naprawdę drugiego dnia pobytu, zajęliśmy się głównie kwaterami żołnierzy AK. Tego też dnia poznaliśmy pana Tadeusza, który ugościł nas niesamowicie. Pan Tadeusz, jest wielkim propagatorem Bożego Miłosierdzia i po prostu dobrym i życzliwym człowiekiem. W ogóle o gościnności Polaków na Kresach można by się rozpisywać długo. To jest pewien fenomen polskiego narodu, który przetrwał głównie na terenach nie leżących w obecnych granicach Polski. Fenomen ten brzmi: „Gość w dom, Bóg w dom”. Na Litwie Polak, przyjmując drugiego Polaka, gości go jak króla, choć sam nie wiele posiada. Czym chata bogata. Tego dnia zostaliśmy zaproszeni do kilku miejsc i w każdym z nich częstowali nas kawą, herbatą, ciastkami, przysmakami, cukierkami, owocami, czy innymi cudami. Jest to coś niesamowitego. Po powrocie do szkoły (bo właściwie spaliśmy w szkole), odbyła się kapituła Olafa. Trwała tak długo że nie zdążyliśmy zbytnio zrobić cokolwiek innego, więc zakończyliśmy dzień. Nazajutrz poszliśmy do kościoła w Solecznikach na Mszę Św. Po polsku i ruszyliśmy na cmentarze. Litwa jest piękna. Niepojęta jest ilość pól i lasów, przeważających nad jakimikolwiek siedliskami ludzkimi. Często jechało się drogą między polami przez kilka godzin. Specyfika tego rejonu jest taka że wygląda na wyludniony. Cały dzień zleciał nam na pielęgnacji cmentarzy, a jazda głównie na pisaniu zaległych sprawozdań. W międzyczasie udało mi się napisać kilka tekstów prywatnych, ale tak naprawdę wiele czasu na to nie było. Po powrocie siedliśmy do narady. I tak naradzaliśmy się aż do wieczora. Szczerze mówiąc większą częścią tej wyprawy są narady i dyskusje, które każdego wieczora były prowadzone z uwagi na to że większość kadry drużyny była obecna. Trzeciego dnia ruszyliśmy na Łotwę, oczywiście zaliczając po drodze kilka cmentarzy i kwater. Na Łotwie nocowaliśmy w hotelu Biplan. Taki luksus to dla harcerzy zdecydowanie za dużo, ale śmiesznie się czułem kiedy na śniadaniu popijałem sobie kawę z filiżanki i oglądam wiadomości giełdowe. No cóż. Ranek-kolejnego dnia i kolejne groby do zaliczenia. Jeżdżąc po Łotwie odwiedzaliśmy głównie pomniki. Byliśmy także w polskim Gimnazjum im. Józefa Piłsudskiego. Tam też dostaliśmy łotewskie cukierki, które wystarczyły nam do końca wyjazdu. W ogóle pobyt na Łotwie też był nowym doświadczeniem. Duża część mieszkańców jest rosyjskojęzyczna, a w samym Dyneburgu jest dwadzieścia kilka narodowości. Tego dnia jeszcze pojechaliśmy do Cytadeli, pozwiedzać. Oczywistą oczywistością, było natomiast to że po powrocie do hotelu będzie narada. Więc kiedy wróciliśmy do hotelu (cóż za zaskoczenie) była narada, która oczywiście trwała dokąd nie poszliśmy spać. Rano wyprowadziliśmy się z hotelu i pojechaliśmy do Wilna. Tam nareszcie poszliśmy do kaplicy Ostrobramskiej. Byliśmy tam trochę za krótko, jak na mój gust. Ale potem odwiedziliśmy Klasztor Bazylianów (ten z „Dziadów”) i Uniwersytet Wileński. Tegoż wieczora wyjechaliśmy z Litwy i dotarliśmy do Sokółki, gdzie spędziliśmy noc. Następnego ranka pożegnaliśmy naszych towarzyszy z Odry-Niemen i wróciliśmy do domu.

Młot