Wędrówka na Rycerzową i Przyslop Potócki

Na wędrówkę w Beskidy 6-7 października wybrali się: dh Tom, Paweł, Mariusz, Olaf, Szymon i ja. Z Szymonem i Olafem ustaliliśmy że pójdziemy w oporządzeniu i z karabinkami, tak na próbę. Jak dotarliśmy na miejsce, to bez zbędnej przerwy ruszyliśmy na szlak. Każdy z nas miał przez jakiś czas prowadzić. Droga nie była specjalnie trudna, ale kilka momentów dało nam przysłowiowo „w kość”. Jednym z nich był marsz na azymut pod dość strome zbocze. Ale na szczęście udało nam się pokonać ten króciutki odcinek i ruszyliśmy dalej. Na bazę „Przysłup Potócki” dotarliśmy wieczorem. Po zjedzeniu Pulpy i urządzeniu się w „domkach” dh Tom przygotował dla nas krótką grę topograficzną, w trakcie której musieliśmy znaleźć trzy punkty które musieliśmy sami nanieść na swoją mapę. Wszyscy biegali pojedynczo, więc trudno było mówić o „łatwiźnie”. Po grze wróciliśmy do bazy. Krótkie zajęcia z ognia, króciutkie ognisko i mogliśmy iść spać. Rano zebraliśmy się bardzo szybko, by zdążyć do kościoła. W trakcie schodzenia szliśmy przez bagno i koryto strumienia. No cóż… Harcerski żywot nie jest usłany różami i bardzo dobrze. Trzeba żyć po męsku na sto procent i więcej, bo inaczej zaprzepaścimy swoje życie. Jak zeszliśmy, ubraliśmy mundury i w pięknym stylu weszliśmy do kościoła. Po Mszy wróciliśmy do Wodzisławia. I w sumie tyle… Chyba na każdą kolejną wędrówkę będę brał wyposażenie i karabinek.

Młot