Wędrówka Głuchaczki

Wędrówka zaczęła się wyjazdem z Wodzisławia. Dojazd trwał niecałe dwie godziny. Po dojechaniu na miejsce zebraliśmy potrzebne rzeczy z plecaków i ruszyliśmy na Małą Babią Górę a potem na Babią Górę. W trakcie podróży na szczyt mieliśmy za zdanie narysować mapę. Drużynowy podzielił nas na trzy grupy: Tymek-Paweł, Sławek-Marek i Olaf-Szymon. Przez całą drogę rysowania map i zbieraniu hub po drodze zatrzymaliśmy się. Drużynowy kazał przestać rysować mapy i iść dalej na szczyt. Przez długą i żmudną drogę i kilku postojach doszliśmy na Małą Babią Górę. Po jakimś czasie dotarliśmy też na Babią Górę i tam czekaliśmy na resztę grupy, zrobiliśmy kilka zdjęć i nagraliśmy kilka nagrań ze szczytu. Kiedy wszyscy już dotarli chwile odpoczęliśmy, zjedliśmy, napiliśmy i zaczęliśmy schodzić na dół do schroniska Markowe Szczawiny na którym zrobiliśmy przerwę na jedzenie, załatwienie się i picie. Po przerwie poszliśmy do aut, zajęło nam to ok. dwie godziny. Po dojściu do aut zebraliśmy plecaki i poszliśmy do miejsca naszego noclegu. Gdy tam dotarliśmy dali my do środka plecaki i bez przerwy zaczęliśmy robić herbatę i pulpę na obiad. Olaf z Szymonem poszli po drewno, Marek z Pawłem robili ognisko a Sławek z Mariuszem przygotowywali pulpę. Przez ten cały czas ustawiliśmy miejsca spania, zjedliśmy i dostaliśmy następne zadanie! Pierwszy był Sławek, który wyruszył na samotną wędrówkę po zameldowaniu się drużynowemu. Następne zadania były dla reszty. Zadaniem było przenieść ogień ze znicza nie używając tego znicza, a znicz zanieść do kapliczki stojącej po na drodze do chatki. Po wykonaniu zadań przez grupy był czas wolny podczas, którego ubraliśmy się w mundury i czekaliśmy na Sławka aż wróci ze swojej wędrówki. Po długim czekaniu na niego w końcu po niego poszliśmy, na szczęście nic mu się nie stało i znaleźliśmy go blisko nas idącego w stronę chatki. Kiedy wszyscy doszliśmy do chatki Tymek zaprowadził nas na ognisko obrzędowe na którym druh Mariusz został przyjęty do 8 Samodzielnego Zastępu Wędrowników Semper Paratus, przyboczny Sławek dostał naramiennik wędrowniczy i razem z przybocznym Tymkiem dostali Ryngraf Wileński. Po zakończeniu ogniska wróciliśmy do miejsca noclegu w końcu bo męczącym dniu. Pobudka była o 6:00 rano, od razu po powitaniu dnia zaczęliśmy się pakować, sprzątać po sobie i poszliśmy do aut i pojechaliśmy do kościoła na msze. Wędrówka zakończyła się krótką naradą po mszy i odjazdem do domów.

Wędrówką jedną życie jest człowieka”

Edward Stachura

Symbolem ruchu wędrowniczego jest watra. Taka też watra widnieje na naszym naramienniku wędrowniczym. Wyruszając na wędrówkę nocną przez góry byłem delikatnie mówiąc lekko zdenerwowany. Samotnie przez szlak, a dookoła ciemność. Ale czym byłoby harcerstwo bez takich sprawdzianów charakteru? Na dzień dobry wlazłem w kałużę i przemokły mi buty. Ale co zrobić? Trzeba ruszać dalej. Idąc przez szlak stresowałem się okropnie. Wyobraźnia płatała mi figle, przywołując na myśl wszystkie znane mi horrory, zarówno te klasyczne jak i interaktywne. Ale wziąłem się w garść i starałem się uspokoić. Kiedy szedłem dalej szlakiem usłyszałem coś w krzakach. I wtedy zdałem sobie sprawę z bardziej realnego zagrożenia, mianowicie dzikich zwierząt. Nie miałem pojęcia, czy to jeleń, a może miś? Szybko zadzwoniłem do dh. Toma. On polecił mi zachowywać się głośno i „po ludzku”. Więc postanowiłem więc włączyć sobie muzykę. Doszedłem do przełęczy. Wyłączyłem latarkę i spojrzałem w przestrzeń. Gwiazdy świeciły mocno, „a góry nade mną, jak niebo”. Przeczytałem dzisiejsze czytania pisma świętego i nagle przyszedł mi SMS od mojej dziewczyny. Są takie chwile w życiu że jedna malutka rzecz może dodać otuchy do dalszej mozolnej walki. Zacząłem schodzić. Teraz już czułem się dobrze, ale musiałem uważać by się nie zabić. Około kilometr od chatki zapaliłem kawałek hub i doniosłem go na miejsce ogniskowe, gdzie czekali na mnie moi przyjaciele i wódz.