Bukowiec- Zimowisko harcerzy i zuchów

W dniach 09-13.02.2019 harcerze i zuchy z Wodzisławia mieli swoje zimowisko w Bukowcu (Czechy). W zimowisku uczestniczył też zastęp z Gliwic. Same zimowisko poprzedziło kilka dni przygotowań i pakowania sprzętu;)

HARCERZE
Jak na każdym zimowisku harcerze przede wszystkim szkolili się z zakresu I Pomocy. Liczne scenki, pokazy, na których uczyli się jak radzić w danych przypadkach, jak szubko i poprawnie udzielić komuś pomocy. Fabułą harcerzy były zmagania opozycji antykomunistycznej (Solidarności) z władzą Ludową w PRL. Harcerze poznawali realia tamtych czasów, w grach fabularnych wcielali się w działaczy Solidarnoiści, drukowali ulotki, rozwieszali antykomunistyczne plakaty, uciekali przed milicjantami. Obejrzeli także film „Popiełuszko, wolność jest w nas” który ten film bezpośrednio opowiadał o tamtych wydarzeniach. Jednak największe zaskoczenie harcerzy było, kiedy w nocy zostali obudzeni przez przestraszonego działacza Solidarności, obejrzeli komunikat Jaruzelskiego że wprowadza Stan Wojenny, a chwilę później do budynku wbiła Milicja, która spacyfikowała załogę. Harcerze mają mnóstwo wspaniałych przeżyć i przygód związanych z zimowiskiem.

ZUCHY
Zuchy miały co prawda zimowisko o jeden dzień krótsze, jednak było bardzo intensywne, i wiele atrakcji i przygód ich czekało. W tym roku spotkaliśmy wodza juhasów Janosika, i z jego pomocą staraliśmy się pokonać górską bestię Yetiego. Nie było to takie proste, gdyż Yetiemu zamarzło serce. Udało nam się go znaleźć, i odzyskać serce, za pomocą specjalnego wywaru ogrzać je i następnie po ciężkiej walce odczarować Yetiego. Zuchy wykonały także swoje ciupagi góralskie, aby mieć broń na wszelkiego rodzaju niebezpieczeństwa.

Na koniec wybraliśmy się do polskiej szkoły, gdzie zrobiliśmy dzieciom rożnego rodzaju zabawy. Jak zwykle na zimowisko nie zabrakło rodziców chętnych do pomocy za których, dziękujemy. Dziękujemy tez komendantowi za cały trud, zimowisko było bardzo udane i dla zuchów i dla harcerzy…

Tymek, harcerz

Relacja jednego harcerza z Zimowiska

Grupą samochodów przybyliśmy do Bukowca. Cały konwój zatrzymał się przed domem polskim. Było zbyt spokojnie, czuć było ciszę przed burzą, MO co ciekawe nie sprawdzało nas na granicy, mimo naszej przynależności do Solidarności. Rozpakowaliśmy się i szybko zrozumieliśmy po co przyjechaliśmy. Mieliśmy przekonać miejscowych polaków do dołączenia do Solidarności. Rozdaliśmy ulotki miejscowym zachęcające do dołączenia do nas, ale sowieci byli krok przed nami. W nocy rozpoczął się stan wojenny, a Solidarność została zdelegalizowana. Usłyszeliśmy bicie do drzwi. Wszyscy wiedzieli co się teraz stanie. Zostaniemy aresztowani albo będziemy walczyć, może uciekniemy. Nie było wiadomo dokąd, byle gdzieś, gdzie będziemy bezpieczni. Drzwi wyważono, a za powalonymi dębowymi deskami z odstającymi gwoźdźmi stało 10 ZOMOwców. Wdarli się na piętro. Mimo walk oraz odwagi m.in. Bartka i Pawła szybko polegliśmy pod tarczami i pałami. Aresztowano 3 najważniejszych działaczy, Wojciecha, Olafa i Michała. Podczas przesłuchania Wojtka, dwóch pozostałych próbowało się wydostać, lecz nie udało im się pokonać pilnującego ich milicjanta. Po nocy w areszcie zostali wypuszczeni. Wszyscy wyruszyli po okolicznych wsiach szukając informacji o stanie wojennym i ogólnie o miejscach w nich. Nie wyruszył tylko Michał ze względu na odniesione rany (chorobę). Wszyscy na czas wrócili na obiad (spaghetti z mięsem). Po posileniu się udaliśmy się na mszę świętą, gdyż była niedziela, a po mszy i ogarnięciu się obejrzeliśmy film o Jerzym Popiełuszce. Słońce wstało zza horyzontu, a my, pełni sił, udaliśmy się na śniadanie, po którym odwiedziliśmy polską szkołę. Oni nie mieli ferii. Byliśmy przyjęci bardzo ciepło ze strony i uczniów i nauczycieli. Zrobiliśmy im różne zajęcia z m.in. obsługi krótkofalówki. Po powrocie i zjedzeniu obiadu (ziemniaczki z kotletami, pychota) oraz po krótkiej naradzie postanowiliśmy wystąpić przeciwko stanowi wojennemu. Podzieleni na oddziały musieliśmy przechwycić tajną amerykańską przesyłkę i dostarczyć ją naszemu kontaktowi w bukowcu, podnieść morale ludności przez zrywanie plakatów i manifestów komunistycznych. Dodatkowo przekonaliśmy sołtysa do zmiany nazw ulic na nie komunistyczne, wykonaliśmy własne tabliczki i podmieniliśmy te radzieckie. Po tym wszystkim zebraliśmy się na wzgórzu i po przemówieniu zranionego wcześniej Michała nastąpił wymarsz na budynek UB. 30 osób niesionych duchem wolności przedarło się przez posterunek, przebijając się wcześniej przez mur milicjantów, gdzie m.in. Adam powalił jednego z nich ułatwiając innym przebicie się, uwalniając choć fragment świata od czerwonej zarazy. Usłyszeliśmy o końcu stanu wojennego. Wiwatom nie było końca. Uradowani skończyliśmy dzień z poczuciem spełnionego obowiązku. [nie wiem jak było na wędrówce] Po powrocie spałaszowaliśmy pierogi z kapustą i grzybami, a kto wolał to na słodko. [szczerze nic nie pamiętam jak przyszedł ten gość]. Nadszedł dzień wyjazdu. Po wszystkich przeżyciach trzeba było się pożegnać z Bukowcem, miejscem naszej udanej małej rewolucji. Spakowani nie tylko swoimi rzeczami, ale i bagażem doświadczeń, wróciliśmy konwojem samochodów do Wodzisławia.