BIWAK LASEK

Na biwak do Lasku (7-9.12.2018) pojechaliśmy z naszymi harcerkami. Wyskoczyliśmy z aut w miejscowości Koszarawa. Założyliśmy plecaki i „rzuciliśmy się” na góry. Znaczy przez pierwsze 15 minut, bo nasz impet został gdzieś na pierwszym podejściu. Jako że szedłem z tyłu i zamykałem grupę, dotarłem do chatki ostatni. Kiedy weszliśmy do środka w przedsionku dało się czuć specyficzny nieprzyjemny zapach. Plecaki wpakowaliśmy na „lotnisko”, czyli na obszerne poddasze, na którym mieliśmy spać. Po rozłożeniu się, harcerze zabrali się do przygotowywania kolacji, a ja zająłem się zwiedzaniem przybytku. Kuchnia od razu rzuciła mi się w oczy. Była malutka, przytulna i bardzo dobrze wyposażona. W ogóle jest pewien urok w chatkach studenckich, gdzieś pośrodku górskich polan. Uwielbiam góry, a jesienią to już w ogóle. Dzień zakończyliśmy kominkiem poprzedzonym apelem. Następny dzień miał być bardziej owocny. Aha! Wspominałem, wam może o tle fabularnym naszego biwaku? Michał przygotował kanwę opartą o Park Jurajski. Tak! Mieliśmy jako zoologowie opanować sytuację po ucieczce dinozaurów z ośrodka. Na początku obawiałem się jak fabuła wypadnie, ale jeszcze pierwszego dnia na kolacji, przeprowadzałem „wykład” jakie dinozaury wydostały się spod naszej kontroli. Widząc że chłopaki nieźle się wczuli w klimat, dalej grałem rolę paleontologa i opowiadałem o gadzinach. No ale to było wczoraj. Tego dnia mieliśmy przeprowadzić dla zastępów zajęcia