Biwak Lachowice

Frakcje przedo wyjazdem do zony zebrały się pod Herbertem. Po możliwe że ostatniej mszy i możliwe że ostatnim apelu pojechały na Prypeć. Po drodze jeden samochód utknął w zaspie. Z pewnością było to ostrzeżenie. Podjechaliśmy pod samą Zonę, do Laskowic. Zabraliśmy plecaki, sprawdziliśmy stan amunicji i wyruszyliśmy. Nawet bez latarek było jasno, aż za jasno, las zaś wydawał się zwyczajny. W tej beztrosce pozwoliliśmy sobie na rozmowy i kawały. Cała dwudziestka piątka dotarła na miejsce, gdzie czekał na nas chatkowy, właściciel schronienia pośrodku Zony. W przedsionku sprawdziliśmy plecaki licznikiem Geigera, następnie udaliśmy się do dwóch kwater, do jednej weszli Ekolodzy, Powinność, Czyste Niebo i Wolność, do drugiej zaś Wolni Stalkerzy, organizatorzy wyprawy. Powinność robiła kolację z dostępnych zapasów i w tym czasie rozległ się alarm gazowy. Wszyscy ubrali maski i weszli do schronu. Źródłem zamieszania był Michaił z napromieniowaną butelką z Tymbarka. Odwołano alarm gazowy i udano się na kolację. Kanapki, dla Stalkera danie bogów, zniknęły jak pod peleryną niewidką. Krótka modlitwa zwieńczyła dzień, a w sumie to zakończyła bo było już po północy. Godzina 8:00, wstajemy i jak zwykle na wyjazdach do Zony czy innego Sosnowca zaczynamy od modlitwy i rozgrzewki. Po śniadaniu Czystego Nieba wyruszyliśmy w Zonę. Po całej Zonie były porozsiewane zadania. Stalkerzy zrobili 3 z nich, pokonali snorka, zmutowanego żołnierza, okradli żołnierzy patrolujących Zonę i ogrzali znalezionego Stalkera. Podczas tych zadań miała miejsce emisja promieniowania, jednak wszyscy zdążyli się schować. Po powrocie zjedli obiad i wzięli udział w ćwiczeniach bojowych. Szturmowali chatkę. Wielu z nich wykazało się sprytem w znajdowaniu taktyk na obronę i atak. Jednak spokój nie mógł trwać wiecznie. Snorki znalazły chatkę i weszły do środka. Udało się je przepędzić, lecz razem z nimi znikli Mateusz, Renata i Janusz. Próbowaliśmy wtedy śpiewać, lecz słychać było przejęcie się zaginięciem tej trójki. Zjedliśmy kolację zrobioną przez Ekologów i poszliśmy do mycia a następnie na kominek. Gawęda była o stalkerze znudzonym codziennymi obowiązkami. Pośpiewaliśmy jeszcze jak tuż po ataku snorków i po modlitwie poszliśmy spać. Pobudka o godzinie siódmej. Byliśmy przygotowani na to, że będzie trzeba szybko się spakować i wyjść z Zony. Bez wielkich ekscesów zapakowaliśmy się, zjedliśmy Wolnościowe śniadanie, posprzątaliśmy po sobie i snorkach oraz rozpoczęliśmy powrót. Ręce na karabinach i pistoletach były przygotowane do strzału przez całą drogę. Nic jednak nas nie napadło. Wyszliśmy z Zony i udaliśmy się na mszę. Po mszy dostaliśmy informację, że zaginiona trójka żyje i ma się dobrze. Rozpoczął się apel na którym dowiedzieliśmy się, że najlepiej sprawowała się frakcja Wolność. Weszliśmy do samochodów i odjechaliśmy. To przeklęte miejsce pozwoliło się opuścić, lecz nie wiemy jak będzie następnym razem. Czuwaj!